Popularne wpisy

Chanel Eyes Collection
Zobacz Wpis
Chanel Hydra Beauty
Zobacz Wpis
Burberry Complete Eye Palette
Zobacz Wpis
Na górę
29 sty

Andre Zagozda/ moja opinia

Andre Zagozda to marka o której usłyszałam po raz pierwszy podczas odczytu listopadowego mejla, który w kilku zwięzłych i rzeczowych słowach zapraszał mnie do zapoznania się z ofertą dermokosmetyków stworzonych w 2006 roku przez francuskie laboratorium specjalizujące w produkcji kosmetyków z alg morskich. Przyznaję, że ciekawość wzięła górę i pozwoliłam  na dobranie kilku pozycji idealnych dla mojego profilu urody. A ten jak wiadomo jest oparty na skórze  suchej, ciut targniętej zębem czasu z drobnymi zmarszczkami, bruzdami i 34 latami na karku.
Długo zastanawiałam się jaką zasadę podziału zastosować podczas pisania tej recenzji bo mam tu produkty zarówno do pielęgnacji twarzy jak i ciała przy czym ogólnie rzecz ujmując są one bardzo nierówne. Mówiąc to mam na myśli moje pierwsze, organoleptyczne odczucia oraz te długoterminowe. Więc by może wszystko było od początku klarowne powiem, że jestem zadowolona z kremu do twarzy, którego działanie wspomagałam witaminą C w proszku, pilingiem do twarzy oraz lekką emulsją do ciała. Gdzieś pośrodku postawiłabym mleczko do twarzy, które swoje zadanie spełnia ale ma pewne inne mankamenty, które nie pozwalają mi wystawić w pełni pozytywnej oceny, zresztą potraktowałam je bardziej jak „ciekawostkę przyrodniczą” bowiem od wielu już miesięcy stawiam na wody micelarne. Na szarym końcu uplasował się natomiast piling do ciała oraz tonik, o którym nie powiem właściwie nic prócz składu i zapachu bo ten ostatni dał mi się na tyle mocno we znaki, że po prostu odrzuciłam dalsze stosowanie. Ale po kolei, pomału i z dogłębną analizą składu oraz uzyskanych efektów… Zapraszam.
Zacznijmy od tego co dobre dla mojej skóry i co sprawdziło się wyśmienicie mimo skaz na składzie (otrzymałam go później via email, po mojej interwencji o braku takowego w i na opakowaniu). To krem przeznaczony dla skóry suchej z wysokoskoncentrowanymi ekstraktami algowymi do którego dodać można witaminę C [25%] w formie proszku, a która pomagać ma przy zmarszczkach i  przebarwieniach (NUTRI-SOURCE HYDRA DAY CREAM). Po pierwsze uwagę zwraca tu szklane, solidne i efektowne opakowanie. Wewnątrz upakowany lekki i śmietankowy w swej konsystencji krem, który nakładałam sumiennie każdego dnia przed wykonaniem makijażu. Produkt stosowałam solo wprowadzając* po czasie dawkę skoncentrowanej witaminy C w formie proszku, spakowanej w fiolkę z tworzywa sztucznego. Co prawda miałam obawy czy ta aplikacja nie będzie uciążliwa ale trzeba przyznać, że nie nastręczało to problemów a mieszanie na dłoni kremu i proszku było szybkie i bezproblemowe.
 * 1 część pudru i 3 części kremu. Dla skór dojrzałych i tłustych: można dodawać więcej pudru. Dla skór bardzo wrażliwych: aplikację Vit C 25% w pudrze należy rozpocząć od proporcji 1 część pudru i 5 części kremu a przy dobrej tolerancji przez skórę można zwiększyć ilość pudru do proporcji (1:3). Generalnie stężenia wyższe działają skuteczniej. Ze względu na wyjątkowo wysoką aktywność preparatu należy unikać stosowania wysokich stężeń preparatu (powyżej podanej przeciętnej proporcji) na okolice oczu. 

Krem okazał się być odżywczy, nawilżający, o miłym dla nosa zapachu (myślę, że podobne aromaty znajdziemy w kremach typu „kwiaty polskie”). Może nie odnotowałam jakiś spektakularnych efektów ale należy mieć na względzie, że zużyłam jeden, 50 mililitrowy słoiczek. Dodanie witaminy C spowodowało uzyskanie promiennej i rozjaśnionej skóry. Dodatkowo akurat taka forma mnie przekonuje być może dlatego, że mam tę witaminę namacalną, sama ją dawkuję, może to wszystko zrodziło się w mojej głowie ale trzeba przyznać, że fakt takiej a nie innej aplikacji uznaję za plus. Należy mieć także na uwadze szereg korzyści płynących ze stosowania proszku C-25%, których moja skóra potrzebuje (jest wyjątkowo silnym antyutleniaczem – skutecznie “wymiata” wolne rodniki (w 80% odpowiedzialne za starzenie się skóry), może wpłynąć nawet na 8-krotne zwiększenie syntezy kolagenu, stymuluje proces regeneracji i odnowy komórkowej, opóźnia proces starzenia się skóry i pomaga redukować zmarszczki).

Skład kremu: Aqua, PEG-8 Beeswax, Paraffinum Perliquidum, Glycerin, Isostearyl Isostearate, Octydocecyl Myristate, Prunus Armaniaca Kernel Oil, Linolenic Acid, Cucmis Sativus Extract, Linoleic Acid, Cetearyl Alcohol, Cetyl Alcohol, Triethanolamine, Tocopheryl Acetate, Allantoin, Phenoxyethanol, Ceteareth-6, Oleic Acid, Arachis Hypogea Oil, Parfum, Carbomer, Stearic Acid, Cetearyl  Glucoside, Stearyl Alcohol, Calendula Officinale Extract, Laminaria Digitata (Algae Extract), Palmitic Acid, Methylparaben, Butylparaben, Ethylparaben, Propylparaben, Hydrolyzed Collagen, BHT, Propyl Gallate, Citric Acid, BHA,  Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone, Amyl Cinnamal,  Benzyl Salicylate, Citronnellol, Coumarin, Limonene, Alpha-Isomethylionone, Buthylphenyl Methylpropional, Linalool, Evernia Furfuracea Extract.
Skład proszku: Magnesium Stearate, Ascorbic Acid, Sorbitol, Titanium Dioxide, Silica, Sodium Benzoate.

Patrząc na skład (który otrzymałam dodatkowo, później, po mojej reakcji na jego brak na i w opakowaniu) przyznaję, że jestem zaskoczona taką lokalizacją ekstraktu z alg („wyjątkowo wysoko skoncentrowanego ekstraktu wodnego z alg Laminaria Digitata”) bowiem spodziewałabym się po przeczytaniu informacji widniejących na stronie www, że napotkam go zdecydowanie wyżej w INCI. Szkoda, że mamy tutaj tak wysoko uplasowane oleje mineralne oraz moc parabenów pełniących rolę konserwantów. Cieszy natomiast fakt obecności olejku z pestek brzoskwiń, orzeszków arachidowych, ekstraktu z ogórka, nagietka i mchu drzewego oraz kolagenu.
No i cena. Ta niestety jest wysoka (jak w większości produktów z logo Andre Zagozda) i wynosi 200 złotych w przypadku kremu pojemności 50ml oraz 122 zł za 2,5 gramową fiolkę witaminy C.

Pozostając przy pielęgnacji twarzy na moje wyróżnienie zasłużył piling (ALGAE FACE PEELING), który skutecznie usuwa zrogowaciały  naskórek za pomocą drobnych cząsteczek… polietylenu czyli znowu najtańszego tworzywa sztucznego używanego powszechnie w tego typu produktach. Piling oparty jest na  glince no i zdzierakach, o których wspomniałam wyżej. Zapakowano go w tworzywowe opakowanie typu air-less. Szczerze przyznam, że byłam z niego bardzo zadowolona. Dobrze i głęboko oczyszczał skórę twarzy więc swoje zadanie wespół z obecnością aktywnych składników spełniał bardzo dobrze. Niestety analiza składu, który dotarł do mnie później w stosunku do czasu w którym otrzymałam produkty obniża moją ocenę. Polietylen? Parafina? Silikony? Olej mineralny, parabeny? Koszt 99zł?

Skład pilingu do twarzy: Aqua (Water), Kaolin, Glyceryl Stearate (and) Stearic Acid, Ceteareth-6 (and) Stearyl Alcohol, Polyethylene, Paraffin, Cyclomethicone, Glycerin (and) Sodium Lactate (and) Lactic Acid (and) Serine (and) Sorbitol (and) TEA-Lactate (and) Urea (and) Sodium Chloride (and) Lauryl Diethylenediaminoglycine (and) Lauryl Aminopropylglycine (and) Allantoin,  Linolenic Acid (and) Oleic Acid (and) Linoleic Acid (and) Palmitic Acid, Propylene Glycol, Cucumis Sativus (Cucumber Fruit Extract), Paraffinum Perliquidum (Mineral Oil),  Butylhydroxyanisol (and) Butylhydroxytoluen (and), Propoyl Gallate (and) Citric Acid (and) Arachis Hypogaea (Arachid Oil),  Triethanolamine – Phenoxyethanol (and) Methylparaben (and) Butylparaben (and) Ethylparaben (and) Propylparaben, Parfum (Fragrance),  Laminaria Digitata (Algae extract), Plankton Extract, Methylchloroisothiazolinone (and) Methylisothiazolinone, Citral, Citronellol, Coumarin, Limonene, Geraniol, Hexyl Cinnamal, Hydroxycitronellal, Butylphenyl Methylpropional, Linalool.

Mleczko głęboko oczyszczające oparte rzecz jasna na ekstraktach algowych (ALGAE CLEANSER FOR DRY AND SENSITIVE SKIN) okazało się być produktem dobrym ale przy zachowaniu sposobu użytkowania zgodnie z instrukcją załączoną przez producenta. W celu więc pozbycia się makijażu i wszelkich zanieczyszczeń należy śmietankowe mleczko rozprowadzić kolistymi ruchami a całość usunąć za pomoc wilgotnych płatków kosmetycznych. Takie postepowanie daje gwarancję pełnego i prawidłowego demakijażu. Moja próba zmycia całości jedynie wodą zakończyła się fiaskiem bowiem wacik nasączony tonikiem, który stanowi kolejny krok pielęgnacyjny, i jego zabrudzenie wskazywał na to, że taka metoda się tu nie sprawdza. Produkt zapakowano w butelkę z tworzywa sztucznego zaopatrzoną w pompkę, zapach nie na moje gusta (jakiś taki nieco drażniący) ale na tyle delikatny, że pominę jego obecność w mojej ocenie. Mimo, że produkt wydajny, 200 mililitrowe opakowanie skończyło mi się w przeciągu 1,5 miesiąca (wybaczcie mi więc braki na zdjęciach ;). Cena: 88zł. Trzeba przyznać, że to było miłe doświadczenie ale jako zwolenniczka używania wody micelarnej pozostanę przy mojej ulubionej/dotychczasowej metodzie demakijażu.
Skład: Aqua, Paraffinum Liquidum, Glycerin, Trilaureth-4, Phosphate, Isopropyl Myristate, Acrylamides Copolymer, , Sorbitol, Sorbitan Oleate, Polysorbate 80, Propylene Glycol, Isononyl Isononanoate, Hydrolized Elastin, Isoparafin, Laminaria Digitata (Algae Extract), Aloe Barbadensis Leaf Extract, Tocopheryl Acetate, Usnea Barbata Extract, Glycyrrhiza Glabra Extract, Symphytum Officinale Extract, Phenoxyyethanol, Panthenol, Polysorbate 85, Parfum, Methylparaben, Butylparaben, Ethylparaben, Propylparaben, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone, Limonene, Benzyl Alcohol, Benzyl Cinnamate, Linalool, Alpha-Isomethylionone, Isoeugenol, Methyl 2-Octynoate, Geraniol.

Ciekawą propozycją okazała się emulsja do ciała, do której jak w przypadku kremu do twarzy dozować można proszek witaminy C, choć ja osobiście ten krok pominęłam. Uznałam bowiem że bardziej przyda mi się do pielęgnacji skóry twarzy, dodatkowo aplikowana solo, mocno żelowa konsystencja dobrze nawilżała moją skórę dlatego w okresie jej stosowania nie odnotowałam tak często występujących u mnie przesuszeń skóry. Co prawda taka lekka forma bardziej sprawdziłaby się w okresie wiosenno-letnim z uwagi na szybką wchłanialność w skórę ciała, niemniej i w tym bardziej ekstremalnym czasie radziła sobie bardzo dobrze. Szkoda że oparta na mineralnych olejach i z zawartością parabenów, dobrze że z obecnością ekstraktu z aloesu (myślę, że świetnie sprawdzi się po kąpielach słonecznych) oraz kolagenu. Cena: 163zł.

Skład emulsji : Aqua (Water), Paraffinum Perliquidum (Mineral Oil), Acrylamides Copolymer (and) Mineral Oil (and) C13-14 Isoparaffin (and) Polysorbate 85, Isononyl Isononanoate, Glycerin, Propylene Glycol, Sorbitan Oleate, Polysorbate 60, Ethylhexyl Ethylhexanoate, Dimethicone, Aloe Barbadensis leaf juice (Aloe Gel), Hydrolyzed Collagen, Phenoxyethanol (and) Methylparaben (and) Butylparaben (and) Ethylparaben (and) Propylparaben, Polysorbate 20 (and) Linolenic Acid (and) Oleic Acid (and) Linoleic Acid (and) Palmitic Acid, Sodium Lactate (and) Lactic Acid (and) Serine (and) Sorbitol (and) TEA-Lactate (and) Urea (and) Sodium Chloride (and) Lauryl Diethylenediaminoglycine (and) Lauryl Aminopropylglycine (and) Allantoin, Laminaria Digitata (Algae extract),  Parfum (Fragrance), Methylchloroisothiazolinone (and) Methylisothiazolinone, Citric Acid, CI 42090, Alpha, Isomethyl Ionone, Benzyl Benzoate, Benzyl Salicylate, Citronellol, Limonene, Eugenol, Geraniol, Hexyl Cinnamal, Hydroxycitronellal, Butylphenyl Methylpropional, Linalool, Hydroxyisohexyl 3, Cyclohexene Carboxaldehyde.
Najsłabiej z całego zestawienia wypada piling do ciała oparty na ekstraktach algowych (jak wszystko tutaj) oraz tonik do twarzy (ALGAE TONIC FOR DRY AND SENSITIVE SKIN). Przede wszystkim przeszkadzają mi tu zapachy. Nie dość że mocne to jak na mój noc nieszczególne.  Na tyle nie do przyjęcia, że tonik odstawiłam po zaledwie kilku zastosowaniach. Ta intensywna nuta była dla mnie tak uciążliwa, że moja ocena opierać się będzie jedynie na analizie składu oraz podaniu ceny. Nie byłam w stanie zmusić się do stosowania tego produktu. Atomizer, który rozpylał słomkowy płyn uwalniał mgiełkę która doprowadzała mnie o zawrót głowy. Niestety w tym przypadku jestem na nie mimo, że sam produkt zbudowany z:
Skład tonik : Aqua (Water) – Hypericum Perforatum (St John’s Wort Extract) – Glycerin – Propylene Glycol –  PEG-40 Hydrogenated Castor Oil – Phenoxyethanol (and) Methylparaben (and) Butylparaben (and) Ethylparaben (and) Propylparaben –Laminaria Digitata (Algae Extract) – Allantoin – Potassium Sorbate – Glycyrrhiza Glabra (Liquorice Root Extract) (and) Usnea Barbata (Lichen Extract) – Cananga Odorata (Ylang Ylang Flower Oil) – Methylchloroisothiazolinone (and) Methylisothiazolinone – Triethanolamine – Guaiazulene – Evernia Prunastri – Isoeugenol – Hydroxycitronellal  – Linalool – Methyl 2-Octynoate – Benzyl Benzoate – Alpha-Isomethyl Ionone – Eugenol – Butylphenyl Methylpropional.

mógłby się okazać dobry dla mojej skóry. Jak widać skład oparty jest głównie na ekstrakcie z dziurawca zwyczajnego (Hypericum Perforatum), którego zapach (według przesądów) miał odstraszać demony, chroniąc w ten sposób przed czarami. Mnie skutecznie odwiódł od stosowania 😉 ale może są tacy którzy odnajdą w nim nuty przyjemne. Prócz tego znajdziemy tu także wyciąg z aloesu, wyciąg z lukrecji, wyciąg z porostów, olejek eteryczny z kwiatu Ylang Ylang (też pewnie odpowiedzialny za zapach) ico nie cieszy mnie szczególnie: PEGi i parabeny. Cena: 82zł.

Piling zamknięty w szklanym, masywnym opakowaniu też nie zachwycił jeśli chodzi o skład, działanie no i zapach. Mocno kremowo-pudrowe nuty duszące do granic możliwości. Zdecydowaną warstwą tworzącą się na skórze podczas masowania pilingował za pomocą polietylenu (znowu!). Przyznam szczerze, że te nieszczególne doznania w duecie z brakiem efektu gładkości powodują, że nie zapałałam do tej propozycji jakimś szczególnym entuzjazmem. Biorąc pod uwagę skład (znowu oleje mineralne, parabeny) no i wysoką cenę jak na tego typu produkt – 152zł jestem zdecydowanie na nie.

Skład piling do ciała: Aqua (Water), Cetyl Alcool, Ceteth-20 – Polyethylene, Stearate-20, Glycerin, Paraffinum Liquidum (Mineral Oil), Prunus Armeniaca (Apricot Kernel Oil), Propylene Glycol, Humulus Lupulus (Hops Extract), Cucumis Sativus (Cucumber Extract), Stearic Acid, Dimethicone, Laminaria Digitata (Algae Extract), Linolenic Acid , Oleic Acid, Linoleic Acid, Palmitic Acid, Triethanolamine, Parfum (Fragrance), Phenoxyethanol, Methylparaben – Ethylparaben – Propylparaben – Butylparaben, BHT – BHA – Magnesium Salts, Propoyl Gallate, Citric Acid, Arachis Hypogaea (Arachid Oil), Allantoin, Plankton Extract – CI 16255, Methylchloroisothiazolinone – Methylisothiazolinone, Eugenol, Cinnamal, Limonene, Butylphenyl Methylpropional, Linalool, Hydroxycitronellal, Benzyl Cinnamate.
Jak widać pośród pozycji, z którymi przyszło mi obcować w ostatnich kilku miesiącach znalazłam kilka tych, które wg mnie zasługują na zainteresowanie, inne natomiast się nie sprawdziły. Jeśli sami jesteście ciekawi produktów Andre Zagozda to znaleźć je można w  internetowym sklepie: KLIK
Obsession
42 komentarze
  • Margeuritte Tuszyńska

    Bardzo zależałoby mi na odpowiedzi i poradzie w powyższej sprawie, ponieważ w tym momencie zupełnie nie wiem już, jakie zdzieraki są dobre, a co za tym idzie jaki piling mam wybrać. Z góry bardzo dziękuję.

    5 marca 2014 o 07:05
  • Margeuritte Tuszyńska

    A czy mogłaby mi Pani wytłumaczyć, co złego robią zdzieraki zrobione z polietylenu?
    I w takim razie jakie zdzieraki są dobre i dlaczego?

    24 lutego 2014 o 14:32
  • Margeuritte Tuszyńska

    Czytam Pani recenzję z dużym zainteresowaniem, ponieważ z kosmetykami Andre Zagozda do tej pory jeszcze się nie spotkałam. Pisze Pani o obecnych w kosmetykach tej marki, parabenach. Przyznam, że jako laik, jeśli chodzi o składy, zupełnie nie wiem, jak się do tego odnieść, ponieważ nie rozumiem jak parabeny mają wpłynąć na jakość tych kosmetyków. Szczególnie interesuje mnie piling, który w Pani ocenie wypadł bardzo słabo, także z uwagi na obecność parabenów (?). Na stronie producenta przeczytałam o jego właściwościach, które są jednak bardzo przekonujące. Czemu, poza obecnością ww. parabenów uważa go Pani za zły produkt? Z góry dziękuję za odpowiedź. Tak, jak pisałam, jestem laikiem, jeśli chodzi o zawartość kosmetyków, a zależy mi na tym, by stosować produkty z najwyższej półki.

    19 lutego 2014 o 15:08
  • Anita Piątek

    Szkoda, że peeling wypadł najsłabiej bo jego byłam najbardziej ciekawa. Chociaż może to dobrze, bo ceny niestety strasznie wysokie 😉

    7 lutego 2014 o 09:28
  • Józefa Cz

    ten peeling do mnie przemawia, chyba spróbuję

    31 stycznia 2014 o 21:41
  • Olfaktoria

    Dzięki za wyczerpującą recenzję, przyznam, że nie miałam styczności z tymi produktami 😉 Najbardziej zainteresował mnie krem odżywczo – nawilżający. Podoba mi się także wygląd opakowań tych produktów 😉

    31 stycznia 2014 o 21:06
  • Ewka

    Mówią, że algi są przereklamowane, ale moim zdaniem jest wiele dowodów na to, że to bardzo skuteczny składnik kosmetyczny.

    30 stycznia 2014 o 17:23
  • statua

    Nigdy wcześniej nie słyszałam o tej firmie i chętnie przyjrzę się bliżej jej produktom. Na pewno zdecyduję się jakieś wypróbować.

    30 stycznia 2014 o 15:39
  • Donia

    Bardzo rzeczowe i dokładne zestawieniem. Przyznaję, że z kosmetykami z tej firmy nie miała jeszcze styczności ale będę pamiętać w przyszłości Twoje odczucia i podsumowanie 🙂

    30 stycznia 2014 o 13:50
  • piękniejestżyć

    Bardzo precyzyjny, bogaty opis. Lubię takie 🙂
    Samej marki nie znałam i raczej nie zdecyduję się na bliższe poznanie, ale dobrze wiedzieć co w trwaie piszczy 😉

    30 stycznia 2014 o 07:26
  • Kosmetykitomagia Beata

    ale się zawiodłam,spodziewałam się mega rezultatów,a tu buu:((

    30 stycznia 2014 o 00:37
  • Weronika Wróblewska

    Dzieki za rzetelna recenzje, takie lubie:-)

    29 stycznia 2014 o 21:16
  • StellaLily

    Szkoda, że to się nie sprawdziło, liczyłam naprawdę na więcej po tych kosmetykach. A tu Zonk :/

    29 stycznia 2014 o 20:11
  • Lil Oddiette

    Szczerze mówiąc nie zwracam uwagi na składy, ta kwestia lekko mi wisi ale tyle kasy za kosmetyki, których składniki są takie jak w tańszych odpowiednikach to trochę przesada.

    29 stycznia 2014 o 19:21
  • Marie

    Za taka cene faktycznie sklady produktow nie powalaja na kolana. Sa zdecydowanie przecietne… Znam tez to uczucie, ze nie da sie uzywac kosmetyku przez jego zapach. Niejednokrotnie nos sprawial mi takie figle i to nic przyjemnego.

    29 stycznia 2014 o 18:40
    • elle

      E tam, znam takich, co twierdzą, że mocz dobry na wszystko ;P

      29 stycznia 2014 o 19:31
    • Marie

      Nie powiem, czuje sie zaskoczona 😀 Ja ostatnio mialam problem z balsamami, ktore mimo wspanialego dzialania po paru godzinach na mojej skorze utlenialy sie i smierdzialy jak zjelczale i przeterminowane kosmetyki. Moj D potwierdzal ten zapaszek wiec nie byl to wymysl mojego nosa. Podarowalam je kolezance i jest zachwycona, ani sladu smrodu.

      1 lutego 2014 o 21:42
  • Siouxie

    ja tez teraz dodaję tę Zagozdową witaminę C do kremu na noc – co ciekawe krem robi się sporo rzadszy… ale ostatnio rozmawiałam z moją dermatolog na temat takiej sproszkowanej witaminy i pani dermatolog powiedziała, że witamina C w takiej fiolce powinna cały czas byc przechowywana w ciemnym miejscu (przezroczysta jasna fiolka powinna byc zastąpiona jakąś ciemną) bo inaczej w takiej formie bardzo szybko się utlenia i nie sądzi aby dodawana do kremu nawet tuż przed aplikacją na twarz dała jakiekolwiek efekty… ale za krótko jej używam. Mam natomiast maseczkę AZ z alg i po niej juz po pierwszym razie widziałam różnicę – mojej skórze sama wiesz daleko do doskonałości ale tutaj wyraźnie widziałam rozświetlenie… składy mnie trochę załamały…

    29 stycznia 2014 o 18:23
    • Siouxie

      powiem Ci, ze dokładnie o tym samym pomyślałam – spece przecież wiedzą w czym umieszczać takie formuły – tak czy siak konsekwentnie wieczorem sypię ją do kremu no i czekam na efekty – u mnie to jest kwestia rozjaśnienia przebarwień, które jeszcze w niewielkiej ilości mi zostały po lecie… własnie podobno wysoko stężona wit C ma na nie zbawienny wpływ… ale info od pani dermatolog trochę mnie podłamało… cóż zobaczymy

      29 stycznia 2014 o 18:42
    • Siouxie

      ja dopiero od niedawna zwracam większą uwagę na składy ale jednak nadal stosuję kosmetyki, które pod tym względem nie są ideałami bo albo moja skóra je polubi i coś zadziała albo nie. Jestem jednak ignorantką w tej kwestii – przyznaję bez bicia.

      29 stycznia 2014 o 18:56
  • Urban

    Po pierwsze – brawo za niesamowicie obszerny post pełen informacji. To się ceni.
    Po drugie – kręcą mnie ich minimalistyczne opakowania.
    Po trzecie – ceny zaporowe, składy średniutkie. Choć z drugiej… nie zapominajmy, że wysokopółkowa pielęgnacja popularnych marek luksusowych też "czystością" składów nie grzeszy 😉
    Podsumowując – podziękuję.

    A tak na koniec pytanie – miałaś może do czynienia z kremem pod oczy Chanel Sublimage?

    29 stycznia 2014 o 18:23
    • krzykla

      Pozwolę sobie się wtrącić – na Sublimage Marta chyba jeszcze za wcześnie 😉

      Kosmetyków Zagozda nie znam zupełnie, nie słyszałam nawet aż do Twojego posta Kasiu, ale jako, że mnie składy nie przerażają (ostatecznie jem większe świństwa na co dzień 😉 to czuję się zaintrygowana. Dzięki za obszerną recenzję 🙂

      30 stycznia 2014 o 12:04
  • Olga

    wow, cenią sobie tę parafinę, silikony i parabeny 😀 ale opakowania na medal 😉

    29 stycznia 2014 o 18:14
  • INFINITY BLOG

    Cena wysoka, a składy mało naturalne… Miło było jednak poczytać o czymś nowym. Myślę jednak, że i ta marka ma swoich amatorów 😉

    29 stycznia 2014 o 18:13
    • INFINITY BLOG

      Cieszę się w takim razie 🙂 Miłego używania :*

      29 stycznia 2014 o 18:22
  • Ewelina K

    Jak za taką cenę to słabo. Ja ostatnio kupiłam peeling Perfecty (dużo parafiny) no i muszę przyznać, że ciało jest po nim gładkie, ale z peelingiem ma niewiele wspólnego. Byłam dziś w Douglasie, ale niestety nie mieli tego różu Mac, który tak mi się spodobał u Ciebie.

    29 stycznia 2014 o 18:10
    • Ewelina K

      No szkoda:/ choć pani powiedziała, że na wiosnę ma być coś nowego fajnego.

      30 stycznia 2014 o 17:56
  • Kosmetykoholizm

    Phhh!!!! Sorry! Ja ostatnio miałąm kilka kosmetyków z Eveline, tanich, powszechnie znanych. I obawiałam się parafiny, a tu proszę – takowa w kremie za 200 zł! A peeling z Eve i owszem, też miał plasticzek, ale więcej miału sproszkowanych łupin orzecha.
    Za taką cenę…. nie, dziękuję!

    29 stycznia 2014 o 18:01
  • Chwila dla siebie

    Mech drzewny, powiadasz? Jej, co to można w kosmach znaleźć 😉

    29 stycznia 2014 o 17:59