Popularne wpisy

Chanel Eyes Collection
Zobacz Wpis
Chanel Hydra Beauty
Zobacz Wpis
Burberry Complete Eye Palette
Zobacz Wpis
Na górę
3 lip

Gorzkie żale

Przyznaję, że niewiele na moim blogu treści przesiąkniętych wylewającą się żółcią, ale w ostatnim czasie zebrałam kilka takich „perełek”, że nie sposób obok tematu przejść obojętnie. Niekwestionowanym liderem klasyfikacji jest suchy olejek do ciała Nutrition od Yves Rocher (choć wierzcie, wybór do prostych nie należał). Olejek na stronie producenta widnieje z opisem nafaszerowanym trylionem zalet płynących z jego stosowania. Są to między innymi: zauważalne odżywienie skóry, delikatność, gładkość i jej satynowość. Prócz tego wyczytamy pochwały nad jego nietłustym wykończeniem oraz flakonem, który pozwoli na łatwą i jednolitą aplikację na całym ciele. Dodać do tego formułę, która składa się w 99% ze składników naturalnych (Oh, really?) i… mamy niestety klapę bowiem takiego wysuszenia jak żyję dawno na moim ciele nie widziałam. No jakby pustynna burza przeszła przez każdy centymetr kwadratowy mojej skóry. Początki nie zapowiadały takiej burzy. Po kąpieli/prysznicu osuszyłam ciało i za pomocą atomizera sprawnie i szybko zaaplikowałam przyjemnie pachnący olejek, który następnie wklepałam choć dla tych którzy cierpią na chroniczny brak czasu ten etap mogą z powodzeniem pominąć. Prawdą jest, że aplikacja jest bezproblemowa a olejek szybko wchłania się w skórę nie pozostawiając uczucia tłustości. Sęk w tym, że nie pozostawia jej również odżywionej i gładkiej bowiem po kilku godzinach skóra jest spięta, szorstka, sucha czego wyrazem jest białość i łuszczenie się skóry :/ Takiej tragedii na mojej skórze nie doznałam już dawno i myślałam, że produkty które dają taki efekt przeszły już do lamusa a tu proszę. Być może skierowany jest dla mnie problematycznych typów skóry ale moją suchą potraktował okropnie. Normalnie niska wydajność (produkt wystarczył mi na 6 czy 7 zastosowań na całe ciało) byłaby widziana jako wada ale wierzcie mi stosowanie tego produktu to koszmar dla mojej skóry także cieszę się z tego pożegnania, już na zawsze.
Aktualna cena olejku, który jest nowością w szeregach firmy to 34.90zł zamiast 49.00zł (cena regularna) za opakowanie pojemności 100ml.
Drugim koszmarem minionego czasu było/jest Mleczko oczyszczające do demakijażu twarzy i oczu od Lirene z ekstraktem z lipy i arniki górskiej oraz olejkiem migdałowym. Sytuacja o tyle koszmarna, że skutki uboczne stosowania tego produktu odczuwalne są jeszcze długo po odstawieniu. W czym rzecz? Ano w tym, że prócz tego że nie spełnia swej podstawowej roli czyli nie daje rady z  demakijażem takich produktów jest podkład, tusz i cień (to bym jeszcze przebolała bo zawsze dodaję krok drugi w postaci micela), powoduje także, a właściwie przede wszystkim, koszmarne zapychanie mojej skóry czego efektem jest pojawienie się gdzieniegdzie ropnych wyprysków, uporczywych i długo gojących się. Dodam, że moja skóra jest z rodzaju gładkich (tak, wiem jestem szczęściarą) i nie imają się mnie żadne rozszerzone pory, podskórne grudki i inne tego typ historie. Skąd wiem, że to zasługa mleczka? Do tematu podchodziłam kilka razy i zawsze! powtarzam! zawsze finał był podobny. I choć jestem przeciwniczką tego typu poczynań połowa z 200 mililitrowego opakowania trafia do kosza. Koszt? 12zł/200ml.

Przy okazji gorzkich żali nie sposób nie wspomnieć o produktach do włosów od Aussie, które szturmem wtargnęły na polski rynek usadawiając się promocyjnie na rossmannowskich półkach. Na blogach też się rozpleniły z prędkością światła niczym chwast, taki chwast co to sieje spustoszenie. Nie wiem jaki był zamysł (prócz wiadomych zysków) ale nie jestem w stanie znaleźć tu żadnych pozytywów, no naprawdę mimo starań wszystko jest według mnie spartaczone.
Począwszy od składu (SLS, SLES, masa alkoholu i łańcuszek parabenów jak na drogeryjne produkty przystało), poprzez obrzydliwy zapach i niską wydajności na efektach kończąc. Moje włosy po stosowaniu wszystkich trzech kroków, czy to łącznie czy rozdzielnie to pasmo nieszczęść. Suche, szorstkie, matowe, bez życia. Generalnie przypiąć tu można z powodzeniem wszystkie synonimy słowa „szorstki” i będzie to znakomite tło dla tych kangurzych produktów. I choć mogłabym na tym zakończyć wbijanie bolesnych szpilek, zatrzymam się jeszcze i o obrzydliwości zapachu zapiszę tu słów kilka. Ja wiem że każdy ma inną wrażliwość i odbiór też może mieć szeroki wachlarz możliwości ale jak jeszcze raz usłyszę o powiązaniach rzeczonych produktów z gumą balonową to w stół uderzę. Wyobraźcie sobie sytuację: puka produkt do Twoich drzwi, rozpakowujesz a 40m2 mieszkanie wypełnia mieszanka gryzącego zapachu plastikowych opakowań. Nie otwierasz produktów bo chcesz skończyć to co aktualnie jest na tapecie a zapach plastiku wciąż i ciągle przez kolejne dni wierci Ci nozdrza. Męczące? Na szczęście po kilku dobach ustępuje by uderzyć po raz kolejny przy otwarciu i użyciu produktów. Prawdziwa męczarnia, mówię Wam 😉 Są różne oblicza fetyszu ale nie chcę mi się wierzyć że kogoś jara zapach tworzyw sztucznych XD Idzie tym rzecz jasna umyć włosy, nałożyć, wmasować ale wracamy do punktu wyjścia czyli do marnych efektów. Klapa proszę Państwa.
Produkty kosztują 20-30 zł  i dostępne są tylko w drogeriach Rossmann.

Wyrzuciłam to z siebie, od razu mi lepiej 😉

Obsession
134 komentarze
  • Marie

    do Aussie nigdy mnie ni ciagnelo, nawet po tej wielkiej kampanii. Utwierdzilas mnie w przekonaniu ze nie warto 🙂

    30 lipca 2013 o 15:55
  • Nefka

    Skusiłam się na Aussie w promocji i… nie żałuję. Mam szampon, spisuje się całkiem ok i podoba mi sięzapach 😉 ale wiadomo, wszystko jest kwestią indywidualną.

    7 lipca 2013 o 08:46
  • strī-linga

    jaaaaacie, no coś Ty! masakra z tym olejkiem. ja zaczęłam do stosować i nie zauważyłam takich efektów, ale dopiero co zaczęłam opakowanie. nie używam go na całe ciało tylko na odkrytą skórę przed wyjściem na szybko. z okazji atopowości ostatnią rzeczą na jaką mam ochotę to coś, co mnie wysusza. będę obserwować, ale normalnie nie spodziewałam się. myślę sobie opakowanie fajne, można się psiknąć, będzie szybko i "czysto", bo nie będę zostawiać śladów na niczym. po wtarciu w skórę zahaczam resztką o włosy, no zobaczymy.

    6 lipca 2013 o 14:40
  • bloGosia

    Jakiś czas temu kupiłam sobie miniaturkę tej super 3 minutowej odżywki do włosów z Aussie i… dramat! Włosy suche, tępe, oklapnięte, nie dawały się nijak ułożyć. Całe szczęście, że nie porwałam się na pełnowymiarowe opakowanie. A czytając opis olejku z YR aż Ci zaczęłam współczuć… Nienawidzę uczucia suchej skóry!

    5 lipca 2013 o 11:01
  • Iwetto Iwettos

    Dobrze wiedzieć, bo niechybnie skusiłabym się na ten olejek. Aussie jakoś mnie nie kusi i chyba dobrze ;D

    4 lipca 2013 o 19:25
  • Rainbow Soap Bubble

    Czasem trzeba upuścić trochę jadu 🙂 Ja mam odżywkę Aussie do długich włosów, na początku była fajna, ale ostatnio coś mi w niej nie pasuje, na razie ją odstawiłam, pewnie za jakiś czas znów po nią sięgnę i zobaczę co się stanie.

    4 lipca 2013 o 18:50
  • redhead

    Tego Lirene też nie lubię wybitnie, a w zasadzie większości ich produktów. Aussie mnie ani ziąbi ani grzeje – kosmetyki jakich pełno w drogerii, u mnie akurat strat nie było. A minerałki bardzo ładne i kuszące. 🙂

    4 lipca 2013 o 16:24
  • France30

    Jaka szkoda ! Tak się napaliłam na ten olejek i już miałam po niego biec. Urzekł mnie już swoim opakowaniem 😉 Dobrze, że o nim napisałaś. Po Aussie szczerze mówiąc spodziewałam się tego. Już gdzieś słyszałam, że jest napakowane silikonami i nic pożytecznego nie robi 😉 Ja bym zużyła do golenia nóg lub mycia pędzli.

    4 lipca 2013 o 15:37
  • pink-pocket

    Całkowicie się zgadzam co do Aussie, dla mnie również kompletna klapa. Moje włosy po tej 3 minutowej maseczce są szorstkie i wcale sie nie chcą rozczesywać

    4 lipca 2013 o 14:56
  • Katalina

    Zastanawiałam się właśnie nad tym olejkiem bo suche olejki jako takie fajnie mi służą. Może istotnie problem tkwi nie w produkcie a w dobraniu do rodzaju cery/skory?

    4 lipca 2013 o 14:34
  • Rina

    Odżywka 3-minute miracle fioletowa jest bardzo na plus, ale tych co przedstawiłaś na zdjęciu nie próbowałam.POsiada extrakt z wodorostów oraz z aloesu, nie ma parabenów. BARDZO POLECAM

    4 lipca 2013 o 12:52
  • Angel Kubicka

    Miałam 3 minuty z zagranicy, nie wiem o co chodzi, bo ja lubię silikony na włosach ale te takie sobie są, i to za koszmarną cenę w POL…

    4 lipca 2013 o 12:45
  • Enka

    Początkowo byłam najarana na Aussie jak łysy na grzebień, teraz mój zapał troszkę ostygł 😉 Tak czy siak kupię na próbę, żeby sprawdzić jak zareagują moje włosięta na ten australijski cud 😉

    4 lipca 2013 o 12:19
  • sauria80

    mi aussie czymś dziwnie trąci, ale moje włosy lubię go/je 🙂

    4 lipca 2013 o 11:25
  • krzykla

    Aussie mnie też nie zachwyciło, chociaż akurat zapach najmniej mi przeszkadza akurat mimo intenstwności.
    Olejku YR jeszcze nie stosowałam a Lirene nue znam zbyt dobrze.
    Ostra recenzja.

    4 lipca 2013 o 10:44
  • little sunshine.

    na temat produktów aussie czytałam już wiele niezbyt pochlebnych opinii. a szkoda, bo czekałam, aż zostaną one wprowadzone do rossmanna. mimo wszystko, nadal ochotę mam je wypróbować. mleczko lirene też miałam "przyjemność" używać, jednak szybko poszło w świat, i dobrze sprawuje się u mojej koleżanki, mi ani trochę nie przypadł do gustu.

    4 lipca 2013 o 09:02
  • Lena

    No szkoda, że te produkty Aussie się nie sprawdzają. I ten zapach ojj nie mogłabym go pewnie też znieść :/
    A LilyLolo mnie ciekawią od dawna, ale na razie używam Amilie, które są moimi pierwszymi minerałami i bardzo mi pasują.

    4 lipca 2013 o 08:22
  • Zajęczak

    Ale numer.
    Zawsze, kiedy testuję produkt mający na celu nawilżanie skóry, biorę pod uwagę dwa rodzaje działania:
    – pozostawi skórę przyjemnie gładką i wypoczętą
    – nie podziała [skóra pozostanie w stanie wyjściowym, przed zastosowaniem]

    Nigdy natomiast nie spodziewałabym się, że… jeszcze bardziej ją wysuszy! O rety… najwyraźniej napakowano tam zbyt wiele substancji, które "niby-nawilżając" pozbawiają jednocześnie suchą skórę nawet tej wątłej warstewki lipidów, które posiada… współczuję, bo uczucie posuchy naskórka już samo przez się nie jest przyjemne, a co dopiero, gdy kupiliśmy bezużyteczny kosmetyk, który przecież w założeniu miał niwelować to uczucie :/

    Ughh :/ mam wrażenie, że wszystkie mleczka zapychają [moje skórsko też należy do tych z rodzaju gładkich] dlatego kilka lat temu zarzuciłam stosowanie absolutnie wszystkich mleczek w celach demakijażowych.

    Zanim przeczytałam, spojrzałam na zdjęcie – i myślałam, że Lily Lolo też się dostało 😀

    4 lipca 2013 o 08:02
  • .biemi

    ot i takie dobre podsumowanie pysznościami od lily lolo 🙂 może chociaż tu w przyszłości żali nie będzie choć ostatnio czytam mniej przychylne opinie 😉

    a aussie to tak jak z krową – która dużo ryczy mało mleka daje 🙂

    4 lipca 2013 o 07:56
  • KasiaS1980

    Strasznie byłam ciekawa tego olejku z YR jako tańszej alternatywy dla Nuxe. Ale chyba lepiej zapłacić trochę więcej za prawdziwy diament niż wydać kasę na totalny bubel. Pozdrawiam.

    4 lipca 2013 o 06:13
  • PureMorning

    Też nie lubię tego mleczka z Lirene. Produktów Aussie jeszcze nie używałam. Ciekawią mnie one i jak dotąd czytałam dobre opinie na ich temat.

    4 lipca 2013 o 04:12
  • jagoo-peppermint

    a miałam ochotę zakupić tą serię do włosów, teraz zdecyduje się na coś innego 🙂

    4 lipca 2013 o 03:51
  • ilovemakeup

    O jezusie w koncu znalazl sie ktos kto tak bardzo jak ja nie polubil Aussie,bo to smierdzi okrutnie a z wlosami nie robi nic…

    3 lipca 2013 o 23:01
  • Marti

    nie znam żadnego z Twoich nieulubionych 😉 ja to mam nosa i wiem czego nie kupować 😀 hyhy

    3 lipca 2013 o 22:33
  • mama Stelli i Livii

    Kupiłam miniaturę tej 3 minutowej maski i tez nie wiem nad czym tak wiele osób pieje z zachwytu, bubel jakich mało, dobrze że tylko na tyle się pokusiłam …
    Swoja drogą jestem ciekawa czy składy odpowiadają np. odpowiednikom z USA czy Australii, założę się , że NiE :/

    A z LL mam nadzieję, że będziesz zadowolona,bo mnie nie zachwycił na razie żaden produkt i tez dumam nad tym fenomenem, o co camman ..?

    3 lipca 2013 o 22:11
  • JuicyBeige

    No i patrz..a wszyscy tak zachwalają te Aussie… Dobrze,że zupełnie mnie te produkty nie zainteresowały:)
    Co do olejku,probowałaś może Nuxe?:)

    3 lipca 2013 o 21:44
  • Agata Smaruje

    dzięki za ostrzeżenia! pisanie o czymś gównianym często jest jeszcze bardziej wartościowe niż zachwalanie – oszczędność vs. puszczenie złotówek na Jeszcze Jeden Szampon, Jeszcze Jeden Balsam i Jeszcze Jeden Krem 😉

    3 lipca 2013 o 21:34
  • Vera

    Na szczęście nie miałam nic z powyższych rzeczy… A ostatnio produkty z Auusie były w promocji i tak sie zastanawiałam nad nimi. Jak się okazuje to chyba lepiej że nie wzięłam 🙂

    3 lipca 2013 o 20:59
  • BogusiaM

    to się porobiło, a ja właśnie w czerwcu kupiłam suchy olejek z yr ale z innej serii mam nadzieję, że nie będzie taki zły

    3 lipca 2013 o 20:51
  • Zmrożona

    jak to mówią przezorny zawsze ubezpieczony i pomimo dobrych recenzji zdecydowałam się wczoraj (nie mogłaś tej recenzji wcześniej wrzucić :)) zakupić mini wersje tego zestawu: szampon + odżywka 3minutowa by je wypróbować; powąchałam je (niestety dopiero w domu) i mnie odrzuciło – a miało być tak pięknie … teraz to nawet na włosy mi się ich nie chce nakładać :/

    3 lipca 2013 o 20:44
    • Zmrożona

      Jakimś lekarstwem.. Wlasnie odważyłam sie umyć nimi wlosy i mi smierdzi tak, ze ciezko bedzie usnąć.. Nie wierzylam ze tak to bedzie walić.. dobrze ze mam tylko 75ml opakowania 😉

      3 lipca 2013 o 22:16
  • Cosmetics Freak

    Oj do YR to ja się już jakiś czas temu zraziłam.. Męczą mi skrzynkę mailową różnymi super mega promocjami i tylko ich do spamu wrzucam. Nie przekonam się już do niczego.
    Szkoda ze Aussie sie nie sprawdziło. Jeszcze nie wypróbowałam, ale czytałam że fajne..

    3 lipca 2013 o 20:30
  • mamibecia

    Skusilam się po tym wysypie ochów i achów na szampon z A i tak sobie myślałam ,ze tylko ja jakiś dziwak ,bo nie wiem nad czym te zachwyty:/
    Dla mnie tyko Toni&Guy jeśli idzie o takie linie niby profesjonalne .Nawet Loreal czy Wella mi nie leżą .

    3 lipca 2013 o 20:22
  • Milka

    Zastanawiałam się nad tym mleczkiem z Lirene ostatnio w Rossie, dobrze, że nie wzięłam 🙂

    3 lipca 2013 o 20:15
  • Black Cat (Kate)

    Chwal się szeroko Słodyczami, ehh.. zdobyczami Lili Lolo ale to już 😀

    3 lipca 2013 o 20:06
  • Tanika i Wojtas

    Ooo, Aussie, tak wychwalane pod niebiosa… Pierwszy raz czytam o nich negatywną opinię, a nawet miałam na nie chętkę, no to dzięki za info, już mi przeszło 😉

    3 lipca 2013 o 20:01
  • Annabelle Beauty

    A tak się czaiłam na produkty Aussie – jak widać dobrze, że się nie skusiłam!
    Bo cenowo nie zachęcają, a skoro jeszcze kompletnie nic nie robią z włosami, wręcz pogarszając ich stan – podziękuję im!

    3 lipca 2013 o 19:55
  • buka123

    a juz myslałam, ze pojawi się jakiś filmik ze śpiewaniem w roli głównej 😀
    już trochę upałów mam za sobą z kremowym podkladem, chyba w tym roku też zainwestuję w minerały 🙂 tylko nie wiem czy lily lolo czy AM..

    3 lipca 2013 o 19:50
  • Marta NotSunset

    Nieźle 😀 Nie miałam nic z powyższych produktów,na szczęście jak widać!

    3 lipca 2013 o 19:43
  • 4premiere

    Ostro pojechałas:P Co do Aussie, probowałam drugi raz by odswiezyc moje wrazenia i niestety podzielam Twoja opinie:( Moje wlosy to nie najlepszy dla nich obszar, co do zapachu az tak zle go nie oceniam choc jest natarczywy.

    3 lipca 2013 o 19:33
  • Czarownica

    Lily Lolo lubię 🙂 mam jeden cień póki co 🙂
    co do aussie, już ze 2 lata temu kupiłam na allegro ich odżywkę..bo słyszałam ochy i achy..no ale właśnie nie zrobiła na mnie najmniejszego wrażenia. Myślałam, że ze mną coś nie tak albo że jestem wybredna 😉 może jednak nie. Nam Aussie nie służy, taki los.

    3 lipca 2013 o 19:28
  • Fraise26 (My strawberry fields)

    Z pierwszymi dwoma produktami nie miałam (nie)przyjemności, a kangurze trio czeka u mnie na swoją kolej. Gdy otwierałam paczkę, w którą były zapakowane po samochodzie rozszedł się ich zapach tak mocno, że myślałam, że w podróży któryś uległ zniszczeniu. Opinie na ich temat mieszane, ja podchodzę na razie z lekkim sceptycyzmem, ale mam nadzieję, że nie będzie aż tak źle jak u Ciebie 🙂

    3 lipca 2013 o 19:12
  • tlusta_papuzka

    Mam szampon Aussie, kupiony w UK przed rozpoczeciem mojej wlosomaniackosci (sklad ma faktycznie fatalny, uzywam go raz na tydziej jako 'zdzieraka'). Na moj nos nie pachnie ani guma (balonowa), ani plastikiem – pachnie zwietrzalym piwem.

    3 lipca 2013 o 19:05
  • elle

    Normalnie poczułam się oburzona 😀 świetnie mi się to czytało 😉

    3 lipca 2013 o 19:03
  • bloodydragon

    Nigdy nie miałam fazy na suche olejki (i może lepiej), natomiast ja stosowałam produkty kangura gdy nie były jeszcze dostępne w Polsce, i szczerze mówiąc, odniosłam takie samo wrażenie jak Ty. Teraz chcę jeszcze dać im jedną szanse a konkretnie tej 3-minutowej odżywce. No to czekam na piątek 🙂

    3 lipca 2013 o 19:03
  • Lia

    Kto by pomyślał, że Yves Rocher wypuścił taki kwas. 🙂 Wszędzie trafiają się niespodzianki.

    3 lipca 2013 o 18:47
  • Candy Killer

    ciekawa jestem czy Ci LL podpasuja 😀

    3 lipca 2013 o 18:46
  • taka jedna madzia

    Aussie w tej wersji to dla mnie zapach gumu balonowej Donald, ale takiej, która została przyczepiona pod ławką w 97' na lekcji polskiego;/ Za to wielką sympatią darzę 3min aussie w wersji USA *taka fioletowa – bardzo przyjemnie pachnie:)

    3 lipca 2013 o 18:45
    • taka jedna madzia

      :)))

      4 lipca 2013 o 08:53
  • Donia

    U mnie szał na Aussie przeszedł bez echa. Znałam je jeszcze z UK i wiedziałam, że to gra nie warta świeczki. Jedyne plusy znajdywałam w tej trzyminutówce ale to tyle :/

    3 lipca 2013 o 18:41
  • Extension beauty

    Osobiście szerokim łukiem omijam YR i bardzo się ciesze, bo więcej czytam negatywów niż pozytywów. Lirene za to uczuliło moja mamę, krem na non i dzień spowodował ewidentny rumień i gule podskórne. Od tej pory nie patrze na te dwie marki, sceptycznie też podchodzę do Sorayi.

    3 lipca 2013 o 18:37
  • Anonimowy

    Produkty YR jakoś w ogóle mnie nie kuszą, nic a nic. Z Lirene miałam kiedyś peeling enzymatyczny o słabym działaniu. Na Aussie patrzyłam ostatnio w Rossmannie, ale póki co używam szampony Balea i jestem baaardzo zadowolona:) Jeszcze co do Aussie to na allegro można kupić te produkty z USA, czytałam gdzieś, że te są o wiele lepszej jakości niż nasze.

    Pozdrawiam,
    Daga

    3 lipca 2013 o 18:35
    • Anonimowy

      Rozumiem;D miło, że na Twoim blogu można poczytać rzetelne recenzje poparte dłuższym stosowaniem produktu.

      Daga

      3 lipca 2013 o 19:45
  • MANIA w świecie lakierów (Lakierowa Mania Mani)

    Łaaa… jak mogłaś pojechać tak po Aussie, przecież każdy je pod niebiosa wychwala;P Ja ich nie znam więc nie mam zdania, kilka próbek oddałam Mamie, włosy ma na głowie ale czy są dobre czy złe- nie żaliła się. Produktów Lirene nie lubię- uczulają mnie mocno.

    3 lipca 2013 o 18:26
  • pirelka

    Aussie mnie kusi, ale ich cena wciąż odpędza od półek ;P

    3 lipca 2013 o 18:26
  • maus

    Ta fioletowa seria ma ta strasznie intensywny dziwny zapach :] … mi kangury sluza ale one maja u mnie troche inny sklad :)) …

    3 lipca 2013 o 18:24
    • maus

      Chyba na FB 🙂 ale u mnie w poscie tez wspominalam, co mnie zmienia faktu, ze fioletowy smierdzi… w zeszlym roku przywiozlam z uk mini wlasnie fioletowe, dawno ich nie mam a szuflada dalej smierdzi ;D

      4 lipca 2013 o 12:38
  • aalimkaa

    Ja uwielbiam zapach mojego szamponu i odzywki z Aussie 😀 Mogłabym te produkty wąchać godzinami 😀 Mój nos bardzo się z nimi polubił 🙂 Niestety żadnych rewelacyjnych efektów nie widzę, natomiast krzywdy mi nie zrobiły 🙂 Posiadam róż LilyLolo – uwielbiam!!!!! Skusiłabym się na jakiś podkład, ale boję się, że z kolorem nie trafię 🙁

    3 lipca 2013 o 18:16
  • zoila

    A to ci bubelki. Szkoda, że osławione produkty Aussie okazały się fatalne. Miałam na nie ogromną ochotę, dziewczyny tak chwaliły…

    3 lipca 2013 o 18:13
  • Alicja

    Ja się zastanawiałam, skąd taki boom na Aussie, te produkty krzyczały do mnie z każdej strony, bałam się, że w końcu nawet z lodówki mi wyjdą. Niby że tak cudownie się zapowiadają, a jak zerknęłam na skład… no cóż, pełno takich kosmetyków w drogeriach w dużo niższych cenach… Reklama czyni cuda 😉
    Dobrze, że ostrzegasz, już wiem, że suche olejki nie są dla mnie.

    3 lipca 2013 o 18:13
  • Mika.Lifestyle

    A Aussie podobno profesjonalen sa 😛 Swoja droga ja nie dalam sie kupic na ten caly ich marketing 🙂

    3 lipca 2013 o 18:09
  • Natalia

    Hahaha swietny pomysl na tytul notki 😉

    Ja kupilam Aussie i tez sie rozczarowalam… nic nie robila z moimi wlosami.. Na plus bylo opakowanie (maska) i zapach ktory mnie przypadl do gustu..

    3 lipca 2013 o 17:58
  • Kosmetyczna Hedonistka

    Jak dobrze, że nie kupiłam tego olejku z Yves Rocher, bo dzisiaj tam byłam i miałam ochotę nabyć… Rozwiałaś moje wątpliwości 🙂

    Co do odżywki Aussie, to nawet fajnie wygładza ale niestety… Zapach mnie dobija… Dosłownie mdli mnie od tego zapaszku gumy balonowej pomieszanej z tanim płynem do dezynfekcji toalet 😛

    3 lipca 2013 o 17:48
    • Anonimowy

      Mi przypomina zapach proszku Pollena 2000 😀 Dobrze, że szybko sie ulatnia.

      4 lipca 2013 o 07:01
  • Anonimowy

    Hej, używam właśnie olejku z YR i jestem z niego bardzo zadowolona, piękny zapach,aksamitna konsystencja i jak dla mnie nawilżenie skóry jest bardzo dobre.Używam wieczorem po prysznicu i uczycie gładkości mam cały następny dzień.Ale zaznaczę od razu, że skórę mam normalną.Ja dałabym mu 5/5 naprawdę.Ale jak widac nie każdemu służy.Pozdrawiam.Majka

    3 lipca 2013 o 17:45
  • Atqa Beauty

    Moje włosy się z Aussie polubiły, nos zresztą też 🙂

    3 lipca 2013 o 17:40
    • Atqa Beauty

      No może 😀

      3 lipca 2013 o 19:47
    • Bambi

      Szampon Mega, który miałam pachniał obłędnie! Może faktycznie trafiły Ci się jakieś lewe 😉

      3 lipca 2013 o 20:49
  • Blondii

    Aussie chciałam przetestowac ale już wiem że jednak się nie skuszę 😛

    3 lipca 2013 o 17:36
  • Olfaktoria

    Nie znam tych produktów do włosów Aussie, ale zdziwiło mnie złe działanie Lirene, używam czasami kosmetyków z tej firmy i nigdy nie miałam żadnego problemu 🙂

    3 lipca 2013 o 17:34
  • Aneta Starosta

    Swego czasu miałam ochotę przetestować tę trzyminutówkę od Aussie.
    Po wysypie postów, średnio pozytywnych, zrezygnowałam.

    3 lipca 2013 o 17:26
  • styllaa

    alkohole w Aussie to dobre alkohole (tłuszczowe) ale i tak sie zgadzam ze lipa straszna :C

    3 lipca 2013 o 17:23
  • Nena

    Mnie te produkty Aussie nie porwały, ot zwykłe drogeryjne kosmetyki do włosów, jakich wiele, w wyższej cenie.

    3 lipca 2013 o 17:22
  • aleksa

    chciałam kupić 3 minutową maskę z aussie, ale widzę, że żaden z niej cud 🙂

    3 lipca 2013 o 17:21
  • Marta

    mleczko pewnie Cię zapchało, bo zawiera parafinę. a co do Aussie – chciałam się na coś skusić, ale nie wiem – pełno negatywnych opinii 🙂

    3 lipca 2013 o 17:16
  • MD BŻ

    No cóż… Dobrze, że ostrzegasz, wiadomo czego się można spodziewać.

    3 lipca 2013 o 17:11
  • Moskievsky

    Jak to mawiam…parafina to parafina. Nigdy nie wiesz, kiedy zrobi Ci z twarzy tyłek pawiana.

    3 lipca 2013 o 17:08
  • Marilyn

    U mnie aż tak drastycznie jak u Ciebie z olejkiem nie było. Również chciałam go zaliczyć jako bubla bo nie nawilżał ale Hexxana napisała mi, że na ogół suche olejki to takie gadżety dlatego wykombinowałam odlewkę Nuxe oraz TBS i efekt u mnie był ten sam czyli: gładka, satynowa skóra ale nawilżenie mizerne dlatego uważam, że to raczej nie jest w moim przypadku bubel tylko raczej taki gadżet ładnie pachnący, który jest dobry przy opalonych nogach.

    3 lipca 2013 o 17:07
  • hatsu-hinoiri

    Podoba mi się jak jadem plujesz 😀 Możesz częściej, chociaż Ci tego nie życzę :>
    A LilyLolo ma śliczne logo (miałam napisać lolo, ale się opanowałam XD)

    3 lipca 2013 o 17:07
    • hatsu-hinoiri

      ostatnio strasznie niekumata się okazuję, na starość chyba tak głupieję, czy coo

      3 lipca 2013 o 17:09
    • hatsu-hinoiri

      oby, bo już ostatkiem sił zwoje mózgowe pracują 😉

      3 lipca 2013 o 17:14
  • Katja

    A już myślałam, że jestem odosobniona w ocenie Aussie… Myję nimi pędzle. Bo fo niczego się nie nadają.

    3 lipca 2013 o 17:05
    • hatsu-hinoiri

      Jakie pędzle? Do makijażu, czy malowania np. ścian? Bo tych od makijażu, sądząc po tym co Obsi pisze, to jednak by było szkoda 😉

      3 lipca 2013 o 17:08
    • Megdil

      Haha 😀 Doświadczenie mi pokazało, że na poczciwych, "chłopskich" włosach nawet kiepsko myjące szampony zbierają złote laury, więc oddaj, a nuż będzie Cię po stopach całował za efekt bujnej czupryny 😛

      3 lipca 2013 o 17:54
    • Megdil

      Gdzieee, no to to już byłby szczyt niewdzięczności 😀

      3 lipca 2013 o 18:04
  • Paulina C

    może to wina parafiny w mleczku?:/

    3 lipca 2013 o 17:03
  • inspire of you

    a ja zakupiłam jakiś czas temu szampon z Aussie i jestem zachwycona, moje włosy są świeże przez 2 dni, (przy innych szamponach po połowie dnia nadają się do umycia), no i ten zapach, który według mnie jest ekstra 😀

    3 lipca 2013 o 17:03
  • Pauliinkaaa

    co do produktów Aussie niestety zgadzam się z Tobą. Byłam strasznie rozczarowana tym produktem. Mało ze włosy gorsze niż przed zastosowaniem to zapach tez słaby;/

    3 lipca 2013 o 17:01
  • eM

    Z pokazanych przez Ciebie produktów mam tylko odżywkę Aussie 3 minute miracle i jestem z niej bardzo zadowolona 🙂 O kiepskim składzie wiedziałam, więc byłam na to przygotowana, ale moje włosy świetnie na nią reagują 🙂

    3 lipca 2013 o 17:00
  • Madame Peacock

    No proszę, ja tutaj wiedziona marketingiem myślałam, że Aussie to jakaś niesamowita cudowna nowość będzie, dobrze, że cena mnie odstraszała, nawet nie tknę 😛

    3 lipca 2013 o 16:58
  • ankas

    No to Ci się uzbierało bubli;p czekam na recenzje kosmetyków naturalnych:)

    3 lipca 2013 o 16:56